Tacek – Sobota
Genre Rap

LYRIC
Sobota

Feat. KaDo, GRB

Tacek:

Kolejny piękny poranek, znów nie wstałem nad ranem
Spałem jak baranek, w opakowaniu nawet
Która godzina? ciekawe, tylko gdzie mój telefon
W kieszeni go nie ma ale znalazłem żeton

Więc sięgam przeto, za kurtkę rzecz jasna
Czarny marker, kapsle i do butów pasta
Tu też go nie ma, za to popisana mapa miasta
Oho, wczoraj było zło, to ta noc jedna na piw sto

Weź mordo sprawdź to, //za dwa tygodnie? // znowu? //
Jak byłbym z laską, miała by dobry powód
Na śmierć by mnie ubiła, znam Tacka po promilach
To byłaby ulgi chwila - nie zdziwię się...

Otwieram okno, potrzebny mi jest tlen
Mniejsza gdzie ten tel, weź ktoś zadzwoń mnie
Niеnawidzę w takim stanie, grać w tą grę
Chyba lekkie wyluzowaniе potrzebne, nie?

Abonament niedostępny, łapię skroń
Szukam pośród mgły, Boże chroń, co to?
Łeb niby nie pęka, a wspomnienia nie są spoko
Gdzie lustro? czemu znów mam podjebane oko
Uśmiecham się szeroko, mam tak tu
Chodź nie pamiętam często, znam, swoje cru
TDC więc but, bluza i kręcony szlug
Wychodzę po napój, bo wieczór znów mnie zmógł

Izotonik naprawi jak cud, oj, czuję głód
Zupka instant? chinol? czy u maja drób
Stek by nie wszedł, znam ten stan po pierwsze
Po drugie zaraz bełtne, po trzecie przed następnym wersem

Łeeeee, odrazu inaczej wygląda dzień
A miałem, ten alkohol, odsunąć w cień
Następnym razem, wybiorę rozsądniej
Cały czas to wygląda jak w koszmarnym śnie

Choć kto wie, może to ja sam
Półkule trę, by znaleźć, która to klasa
Niższa niż ekonomik - bo biznes w tych czasach
Może skręci się, gdy wątroba na wczasach

Niby sztywna trasa, choć kto wie czy nie objazd
Zaprowadzi mnie głową gdzieś pośród gwiazd
I gwiżdżąc pod nosem, jakieś bity radosne
Może z GRB w PHACIE dumnie powitam wiosnę

KaDo:
Oh my god, co to było, w myślach szybka cofka
Niezła muza kozak dupy i ukochana szkocka
Składam sobie wszystko, tak klocek do klocka
Dziś chill nie gorączka, żaden ze mnie tu Travolta wiem

Jaki sen? ja uderzam w inne tryby
Odpierdolony przypał, niech będzie jestem winny
Mam wywalone grubo na aferki i spiny
Mój poziom wyjebania nie ogarną żadne widny ej

Wciskam play, odzewy od systemu
Mentalnie się tu zbieram by pokonać kilka metrów
Kilka wdechów tlenu, kalibracja sterów
Każdy łyk wody jest krokiem do edenu

Masa nowych numerów w pamięci telefonu
Na plerach czuję szpony jak w eskach piszą kotku
Bejbe cenię wolność mą wygraną w totolotku
Byle do piątku i tak dalej od początku!

GRB:

Dziś sobota nic nie jara mnie tak jak dzień wolny
Jest ochota wpadam w kluby lubie takie sporty
A ta moda że chłopaki wchodzą w damskie szorty
A ten dziewiczy wąs to - imitacja brody
Oj powoli, nie mam w planach toczyć żadnej wojny
Chociaż patrze po tych ryjach - to plan trochę dobry
I nie liczę alko w litrach, już nie bywam głodny
A jak nie dopiję to w niedzielę zużywam mniej wody

A maniury rogi doprawiają, czekają na pardon
Anioły patrzą z góry, nic dziwnego - mów mi diablo
Lubie dobre dupy, nie kościste bo nie jestem nekromantą
Jestem chamem, barbarzyńcom - poziom hardcore

Ja nie rzucam mięsem ja się rzucam na mięso jak raptor
Jak mnie łapie gastro to kebab wchodzi aż za łatwo
Jednym słowem nie opiszę - nie da się tego ogarnąć
Ale jak się już ogarnę to chyba było warto.. [warto!]

*scratch & cuts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *